P ó j d ź m y w s z y s c y d o s t a j e n k i
(dalszy ciąg z postu I)
C o s i ę z d a r z y ł o w ś w i ą t y n i
Każdy naród ma prawych mężów
Każdy naród ma miejsca święte
Żadne ciemności je nie zwyciężą
Mimo chwilowej klęski
Jerozolimę burzyli wrogowie
Świątynia także padała w gruzy
Lecz powstawały domy na grobie
Świątynia nadal Bogu służy
Dnia ósmego
Imię dano
Jezus
Od grzechów zbawi
I obrzezano
Według praw
Nakaz zostawił
Anioł
Czas oczyszczenia jeszcze trwa
A gdy minie
W Jerozolimie
Syneczka poświęcą
Przy stole ofiarnym
Klatkę zaniosą w ręce
Z parą synogarlic
Starcze Symeonie
Duch na tobie spoczął
Panu się najpierw pokłonisz
Nim bielmem zajdą ci oczy
Pośpiesz do świątyni
Dziś będą z dzieciątkiem
Poczekaj krztynę
Rodzice wschodzą
Z zawiniątkiem
Synek pierworodny
Będzie święcony
Zgodnie
Z prawem zakonu
Przytuli starzec dziecinę w pieluszkach
Pogładzi zanuci
Pohuśta
Prawdę o nim ujawni
Oczywistą
Ten jest który zbawi
Narody wszystkie
I matce o przeznaczeniu syna
Szepnie
I losie jej bolesnym
Teraz niech Pan
Nić życia jego
Przetnie
Gdy obietnicę spełnił
I Anna
Świątyni służka
Odchyli rąbek poduszki
Cała staje w zachwycie
Chwali Boga i mówi wszystkim
To dzieciątko Zbawiciel
Sprawy te dziejopis
Piórem opisze
Czytają ją ludzi
Do dzisiaj
Inni prostą strofę złożą
Na chwałę bożą
G d z i e d ą ż y c i e m ę d r c y ś w i a t a
Gdy się to stało
Co piszą w księgach
Że ma urodzić syna
Panienka
I że on będzie
Ludów pasterzem
Krzyż go dosięgnie
Świat weń uwierzy
Gdy się to dzieje
Wkrótce
Gwiazda zapłonie
Nad Ziemią Judzką
Nad Betlejem
Widać tę gwiazdę
We wszystkich krajach
Komu migoce
Ludzie pytają
Co to za dziecię
Z jakiego rodu
Że gwiazda świeci
Nad jego grodem
Pyta lud prosty
I królowie
Czyja to gwiazda
Kto odpowie
Widzą ją mędrcy
Z sąsiednich krajów
Zaciekawieni
W księgach czytają
Król Izraela
Się urodził
Gwiazda wskazuje
To na wschodzie
W Arabii
Abisynii
Przygotowania
Mędrcy czynią
Zapasy robią
Wielbłądy juczą
Miną tygodnie
Zanim wrócą
Wyruszą w podróż
Karawaną
Po długim czasie
W Judei staną
Daleka droga
Przez pustynię
Nie będą zwlekać
By oddać hołdy
Dziecinie
Na dwór Heroda przybywają
Tobie powiła żona dziecię
Gwiazda królewska nad twoim krajem
Świeci
Nie u mnie
Narodzony
Gdzie więc
Niech tajemnicę tę odsłoni
Kto w księgach czytać umie
Arcykapłani znaleźli w pismach
Że nowy władca
W Betlejem przyjść ma
Posyła Herod mędrców do dziecka
Niech znak mu dadzą
Drogą powrotną
Sam chciałby złożyć
Dzieciątko pokłon
A w duszy knuje plan zdradziecki
Prowadzi gwiazda
Karawanę
Mędrcy w Betlejem
Popasem staną
Wielbłądy osły
Rozjuczą
Niech odpoczną
Po trudzie
Z kufrów dary dobędą
Nie myślą o obiedzie
Dom odszukają prędko
By dzieciątko odwiedzić
Wchodzą podróżni do domu
Widzą rodzinę skromną
Upadną w pokłonie
Dziecię uśmiechnie się do nich
Dary bogate złożą
Porozmawiają z matką
Uczeni z krajów dalekich
Przed wami Pan jest wielki
Drogą okrężną
Do krajów powrócą
Taki nakaz
Dostali nocą
S t a n w o j e n n y w J u d e i
By przy swej władzy na zawsze pozostać
Przed królem czy innym drakonem
Poddani mają bić pokłony
Wara o prawa się upomnieć
Taki niech lepiej myśli o trumnie
Dekrety ogłaszają w dziennikach
Że nie podzielą się z władzą z nikim
Sny mają koszmarne
Że im władzę ktoś zagarnie
Rażą w koło mieczem
Na wszelki wypadek
Nie przepuszczą nawet dzieciom
I tobie cios mogą zadać
Tak Herod postąpił
Mędrców nie doczekawszy
] Do Betlejem zjeżdżają oprawcy
Oddziały na kołach i piesze
Zdolne do każdej zbrodni
Z pochew wyciągają miecze
Gdzie chłopiec pierworodny
Padną pod ciosem dziesiątki
Nic że przelana krew niewinna
Nie ma pewnie już i dzieciątka
Szlochają matki bezsilne
Jak opłakująca Rachel
Swe dzieci w Ramie
Herody podszyte strachem
Prawdy nie złamią
E m i g r a c j a
Komu się rodzi
Córka lub synek
Radości doświadcza
W rodzinie
Ale też taką
Drobną istotkę
Ciała kłębek
Kruchy
Różne nieszczęścia
Mogą spotkać
Jak się przeziębi
Matki truchlej
I ci w Betlejem rodzice
Trwają nad synkiem w zachwycie
Ale trwa i troska
Że go co złego
Może spotkać
Istotnie
Heroda zemsta
Pewnie go dotknie
Noce w trosce
Bezsenne
Spędza Józef
Czy wierzyć pogłosce
Nad ranem się zdrzemnie
Z aniołem stróżem
Rozmawia we śnie
Powiem krótko
Dostał wskazówki
Zaniesie dobytek
Na targowisko
I tam
Spienięży wszystko
Za trzy sykle
Kupi oślę
Resztę ukryje
W trzosie
Głęboką nocą rusza rodzina
Kierunek marszu na południe
Jaka jest jeszcze możliwość inna
W dalekich ziemiach
Żyć będzie trudniej
Zwierzę pomocne jest w podróży
Skromne zapasy podźwignie w sakwach
Matkę gdy iść nie może dłużej
Przez pustynię droga nie łatwa
Ziemia egipska była gościnna
Gdy Herod się miecza imał
Do dzisiaj zwyczaj ten jest w modzie
Gościnę dać gdy władca zbrodzień
Lękiem o swoją władzę stojąc
Razy zadaje w prawo w lewo
Skończą się matki niepokoje
Gdy skończy życie Herod
N i e b e z p i e c z e ń s t w o m i n ę ł o
Na władzę zło czyniącą
Niechaj padnie zapomnienia smuga
Cienie Heroda w historii błądzą
Dla innych smutna nauka
Przyszło skonanie w boleściach
Westchnienie ulgi słychać w mieście
Tak umierają grzeszni
Nikt po nich łzy nie obetrze
Święta rodzina na emigracji
Józef się ima każdej pracy
Nie jest słodki chleb emigrantów
W około obcy niejeden zna to
Tęskność przenika za swoimi
Pociechy znikąd nie ma
Aż dnia pewnego
Wśród drzemki w skwarze
Anioł się Józefowi
Ukaże
Wstań
Weź matkę i dziecię
Wróć do ojczystej ziemi
Pomarli prześladowcy
Szli może ze dni dziesięć
Wraca się przyjemniej
W ojczyźnie
Klimat najzdrowszy
Już są w Judei podróżni
Co słychać pytają przechodniów
Drodzy nasi
Bądźcie ostrożni
Następca także zdolny do zbrodni
W rozterce wielkiej Józef
Nie wie co czynić
Sen anielski się powtórzy
Zapewni spokój rodzinie
W Galilei w Nazarecie
Osiadł tam Józef matka i dziecię
Spełnione proroctwo od wieków
Nazarejczykiem nazwano
Pana gdy stał się człowiekiem
A i m i ę J e g o t r w a n a w i e k i
O królach cesarzach władykach
Choćby i mieli zasługi jakie
Słuch zanika
Zbrodnie przechowa
Cierpliwy papier
Często czynią wielki wysiłek
Ślady swoje ryją w granitach
Zetrze napis czas na mogiłach
Zimny kamień blasku nie przyda
Skruszeją postumenty
Nikt nie wspomni o nich więcej
Lat minie dwa tysiące
Jak się narodził w Betlejem
A wciąż czytają księgę
Co opisuje Jago dzieje
Domu własnego nie miał
Chodził w jednych szatach
Uzdrowiciel kaznodzieja
W zapadłym kątku świata
Nie przebywał wśród możnych
Z grzesznymi żył w przyjaźni
Ludzkie spełniał prośby
A zgotowali mu kaźnię
Wątpili w Jego misję
Najbliżsi uczniowie
Sam pewnie to wymyślił
Bóg-człowiek
Świadectwo dał oczywiste
Trzeciego dnia ożył
Uwierzyli wszyscy
Jeden palec w ranę włoży
Garstka naukę poniesie
Czterech zapisze w papirusach
Będą o Nim śpiewali pieśni
Na wszystkich będzie ustach
Jak krąg na wodzie
Gdy wrzucisz kamień
Tak się rozchodzi
O Nim pamięć
A czego uczył
Posłaniec boży
Gdy się potrudzisz
Przeczytać możesz
Siądziesz przy księdze
To czytać będziesz
Więcej i więcej
Kantyk chropawy
Niezręczny
Jak mogę złożę
Narodziny sławię
Nie książęce
Nie możne
Z ubogich najuboższe
Był żłób kołyską
I z siana pościel
Napisane w stanie wojennym
E m i g r a c j a
Komu się rodzi
Córka lub synek
Radości doświadcza
W rodzinie
Ale też taką
Drobną istotkę
Ciała kłębek
Kruchy
Różne nieszczęścia
Mogą spotkać
Jak się przeziębi
Matki truchlej
I ci w Betlejem rodzice
Trwają nad synkiem w zachwycie
Ale trwa i troska
Że go co złego
Może spotkać
Istotnie
Heroda zemsta
Pewnie go dotknie
Noce w trosce
Bezsenne
Spędza Józef
Czy wierzyć pogłosce
Nad ranem się zdrzemnie
Z aniołem stróżem
Rozmawia we śnie
Powiem krótko
Dostał wskazówki
Zaniesie dobytek
Na targowisko
I tam
Spienięży wszystko
Za trzy sykle
Kupi oślę
Resztę ukryje
W trzosie
Głęboką nocą rusza rodzina
Kierunek marszu na południe
Jaka jest jeszcze możliwość inna
W dalekich ziemiach
Żyć będzie trudniej
Zwierzę pomocne jest w podróży
Skromne zapasy podźwignie w sakwach
Matkę gdy iść nie może dłużej
Przez pustynię droga nie łatwa
Ziemia egipska była gościnna
Gdy Herod się miecza imał
Do dzisiaj zwyczaj ten jest w modzie
Gościnę dać gdy władca zbrodzień
Lękiem o swoją władzę stojąc
Razy zadaje w prawo w lewo
Skończą się matki niepokoje
Gdy skończy życie Herod
N i e b e z p i e c z e ń s t w o m i n ę ł o
Na władzę zło czyniącą
Niechaj padnie zapomnienia smuga
Cienie Heroda w historii błądzą
Dla innych smutna nauka
Przyszło skonanie w boleściach
Westchnienie ulgi słychać w mieście
Tak umierają grzeszni
Nikt po nich łzy nie obetrze
Święta rodzina na emigracji
Józef się ima każdej pracy
Nie jest słodki chleb emigrantów
W około obcy niejeden zna to
Tęskność przenika za swoimi
Pociechy znikąd nie ma
Aż dnia pewnego
Wśród drzemki w skwarze
Anioł się Józefowi
Ukaże
Wstań
Weź matkę i dziecię
Wróć do ojczystej ziemi
Pomarli prześladowcy
Szli może ze dni dziesięć
Wraca się przyjemniej
W ojczyźnie
Klimat najzdrowszy
Już są w Judei podróżni
Co słychać pytają przechodniów
Drodzy nasi
Bądźcie ostrożni
Następca także zdolny do zbrodni
W rozterce wielkiej Józef
Nie wie co czynić
Sen anielski się powtórzy
Zapewni spokój rodzinie
W Galilei w Nazarecie
Osiadł tam Józef matka i dziecię
Spełnione proroctwo od wieków
Nazarejczykiem nazwano
Pana gdy stał się człowiekiem
A i m i ę J e g o t r w a n a w i e k i
O królach cesarzach władykach
Choćby i mieli zasługi jakie
Słuch zanika
Zbrodnie przechowa
Cierpliwy papier
Często czynią wielki wysiłek
Ślady swoje ryją w granitach
Zetrze napis czas na mogiłach
Zimny kamień blasku nie przyda
Skruszeją postumenty
Nikt nie wspomni o nich więcej
Lat minie dwa tysiące
Jak się narodził w Betlejem
A wciąż czytają księgę
Co opisuje Jago dzieje
Domu własnego nie miał
Chodził w jednych szatach
Uzdrowiciel kaznodzieja
W zapadłym kątku świata
Nie przebywał wśród możnych
Z grzesznymi żył w przyjaźni
Ludzkie spełniał prośby
A zgotowali mu kaźnię
Wątpili w Jego misję
Najbliżsi uczniowie
Sam pewnie to wymyślił
Bóg-człowiek
Świadectwo dał oczywiste
Trzeciego dnia ożył
Uwierzyli wszyscy
Jeden palec w ranę włoży
Garstka naukę poniesie
Czterech zapisze w papirusach
Będą o Nim śpiewali pieśni
Na wszystkich będzie ustach
Jak krąg na wodzie
Gdy wrzucisz kamień
Tak się rozchodzi
O Nim pamięć
A czego uczył
Posłaniec boży
Gdy się potrudzisz
Przeczytać możesz
Siądziesz przy księdze
To czytać będziesz
Więcej i więcej
Kantyk chropawy
Niezręczny
Jak mogę złożę
Narodziny sławię
Nie książęce
Nie możne
Z ubogich najuboższe
Był żłób kołyską
I z siana pościel
Napisane w stanie wojennym
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz